Raz w domu szykowano obiad i zabawy,
lecz problem powstał co do potrawy
bo spodziewano się nawału gości,
a gustom chciano sprostać większości.
Zadano Domownikom zatem pytanie
jakie to przygotować im główne danie.
Stwierdziły zgodnie główne osoby
że pasztet przyrządzić najłatwiej byłoby,
bo: "..mięsa drobiu teraz dostatek
a drób jest bardzo zdrów na dodatek".
Kupiono więc dwie Kaczki lecz trochę za małe,
a chciano by jedzenie było doskonałe
był tam jednak myśliwy i polowań pora,
zachodniego obiecał przynieść Kaczora.
Lecz jak to bywa niestety na łowach,
wszystko skończyło się na pustych słowach.
Były też dziwne dość insynuacje
że Kucharza górę wzięły racje
ponoć nie mógł pozbyć się wrażenia
że ten Kaczor twardy byłby do zgryzienia,
i ostry ponoć mógłby mieć smak.
Jak było nie wiem, lecz tak czy tak,
pojawił się nagle wielki dylemat
czym uzupełnić by treści temat.
Długie nad problemem były dywagacje
lecz słuszne zwyciężyły w końcu racje
że smak neutralny, niezmienny i pewny
da Beta Vulgaris- Burak Pastewny
i mimo opinii wielu obiegowych
o przewadze ponoć buraków ćwikłowych,
lepiej się te nadają do każdej potrawy,
nie wymagając przy tym w ogóle przyprawy.
Smak jest Buraka powszechnie znany,
choć przyznać trzeba, niedoceniany.
W nowych zdobyczy smaków pogoni
Burak się jednak nam Samobroni.
Stosowany już był Burak w cham-begerach
i zapożyczonych wiśniowych deserach,
których niezwykłe smaki aż do głębi duszy
żołądki wykręcały zwykłych parweniuszy.
Znaleziono w spiżarni też jakieś konserwy.
Puściły na chwilę Kucharzowi nerwy,
bo sprzed wojny były na nich etykiety
i nie mógł otworzyć wieczka niestety,
choć ciągnął je naprawdę ze swej całej siły.
Lecz gdy go w końcu wyszarpnął, niemiły
zapach pleśni czy może stęchlizny uderzył
Kucharz zemdlał na chwilę, lecz szczęśliwie przeżył.
Przetworów tych dziwacznych Ojciec oraz Dziad
w przeszłości w podziemiu założyli skład
i prowadził go Syn odtąd lata całe.
Piętrzyły się tam dumnie słoiki wspaniałe
zapachów i smaków cenionych w przeszłości
mieszanki przedziwnej pełne obfitości.
Czas był jednak brutalny i się okazało
że sam smak i zapach to trochę za mało
bo w słoiki włożyli przodkowie niewiele
tam treści, choć uczciwi niby w dziele.
Na przepisach klasztornych robili jedzenie
i pewnie potrawy byłyby do dziś w cenie,
gdyby proporcje przypraw zachowali zdrowe.
Niestety, obaj w miarach potracili głowę
i to co miało służyć jedzenia ozdobie
stało się dla nich celem samym w sobie.
Długie godziny spędzili kucharze
w hałasie robiąc pasztet i gwarze.
Wydał się jednak on bardzo smakowity
szczególnie na organizm gości chorowity,
lecz buraka smak wstrętny zaczął dominować
a pleśń podgrzana w rondlu buszować
smaków sprzed wieków stęchłym niuansem,
pasztet przedziwnym stał się balansem.
Poza tym Syn nie słuchał domowników głosu
i rydzyki z konserwy, dodane do sosu
zamiast być potrawy ideą i wzorem,
dały się popsutym i cierpkim czuć odorem.
Więc gdy zaczęto obiad, zatrucia objawy
prędko pojawiły się i koniec zabawy.
Wkrótce rozległy się też rozsądnych głosy
obawy o całego organizmu losy.
Pasztet nie tylko był wstrętny lecz toksyczny,
głupoty wielkiej wytwór klasyczny.
Na szczęście dla zdrowego żołądka teorii
rychło wylądował w śmietniku historii.
Autor: Marek Meissner